Czy 22 cale mają sens w luksusowym SUV-ie? Plusy i minusy na polskich drogach

0
32
Rate this post

Nawigacja:

Dlaczego 22-calowe felgi tak kuszą w luksusowym SUV-ie

Efekt wizualny, którego nie da się podrobić

Duże, 22-calowe felgi w luksusowym SUV-ie robią dokładnie to, co mają robić: przyciągają wzrok. Nadwozie klasy premium – od BMW X5, przez Audi Q7, po Range Rovera czy Porsche Cayenne – przy takiej średnicy kół zaczyna „siadać” optycznie niżej, wygląda masywnie, ale jednocześnie dynamicznie. Duża felga i niski profil opony sprawiają, że samochód wydaje się lżejszy, bardziej sportowy i droższy, nawet jeśli to ten sam model na mniejszych kołach.

W segmencie luksusowych SUV-ów design to nie dodatek, tylko element produktu. Klient kupuje nie tylko osiągi czy komfort, ale przede wszystkim wizerunek. Na wystawowym aucie w salonie niemal zawsze zobaczysz największe możliwe felgi: 21, 22, a czasem nawet 23 cale. Nie bez powodu – przy nich mniejsze rozmiary wyglądają nagle „biednie”, jakby samochodowi czegoś brakowało.

Dla wielu osób 22 cale to właśnie granica, przy której luksusowy SUV wygląda tak, jak sugeruje jego cena. Znika „pustka” w nadkolach, linia boczna jest bardziej napięta, a całość nabiera charakteru, jaki znamy z katalogów i reklam. Nawet osoby, które nie interesują się techniką, bardzo szybko dostrzegają różnicę między wersją na 19–20 calach a tą na 22-calowych obręczach.

Prestiż i wpływ na postrzeganie samochodu

Felgi w luksusowym SUV-ie stały się czymś w rodzaju biżuterii. W pakietach stylistycznych – M, AMG, S line, R-Dynamic czy Sport Design – większe koła są jednym z głównych elementów, które wizualnie odróżniają topowe wersje od bazowych. Nawet jeśli silnik i wyposażenie są podobne, to auto na 22-calowych felgach będzie wyglądało jak „pełny wypas”, a to w segmencie premium często jest kluczowe.

Wśród właścicieli takich samochodów to także forma komunikatu: duże felgi sygnalizują, że kierowca świadomie wybrał „najlepszą” lub jedną z najdroższych konfiguracji. Widać to szczególnie wśród marek typu Porsche, BMW, Mercedes czy Range Rover – wersje demonstracyjne i prasowe niemal zawsze stoją na 21–22 calach, bo tak buduje się pożądanie.

Z perspektywy wizerunkowej 22 cale mają sens zwłaszcza w dużych SUV-ach: Audi Q7/Q8, BMW X5/X7, Mercedes GLE/GLS, Range Rover czy Cayenne. Tam nadwozie jest na tyle obszerne, że mniejsze rozmiary potrafią wizualnie „skurczyć” samochód, a koła giną optycznie w wielkich nadkolach. Przy 22 calach proporcje się wyrównują i auto wygląda tak, jak oczekuje klient premium.

Dlaczego producenci chętnie promują 22 cale

Dla producenta 22-calowe felgi są jednocześnie elementem marketingu i źródłem dodatkowego zysku. Po pierwsze, samochód lepiej wygląda na zdjęciach i w salonie, więc łatwiej go sprzedać. Po drugie, pakiety z dużymi obręczami są zazwyczaj wysoko wyceniane, a klienci decydują się na nie częściej niż wynikałoby to z czysto rozsądnych kalkulacji.

Konfigurator działa tu bezlitośnie: zaznaczając większe felgi, automatycznie „wymuszasz” często także pakiety stylistyczne, większe hamulce albo adaptacyjne zawieszenie. Całość podnosi wartość zamówienia o kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dla marki to doskonały interes, bo koszt produkcji felgi jest niewspółmiernie niższy niż różnica w cenie.

Efekt końcowy jest taki, że 22 cale stają się standardem w topowych wersjach, a mniejsze rozmiary traktuje się jako kompromis. Pytanie tylko, czy z perspektywy użytkownika na polskich drogach ten kompromis nie byłby przypadkiem rozsądniejszy.

Jak 22-calowe felgi wpływają na komfort jazdy w luksusowym SUV-ie

Profil opony a wybieranie nierówności

Przy przejściu z 20 na 22 cale różnica w średnicy zewnętrznej koła jest zazwyczaj niewielka – producenci dobierają rozmiary tak, aby nie zaburzać pracy elektroniki i wskazań licznika. Radykalnie zmienia się za to proporcja: większa felga, niższy profil opony. Zamiast np. 275/45 R20 pojawia się 285/35 R22 czy 315/30 R22 z tyłu.

Niższy profil oznacza mniejszą ilość gumy i powietrza, które mogłoby „pracować” i tłumić nierówności. Opona przestaje być miękką poduszką, a staje się raczej twardym pierścieniem, który przenosi większość wstrząsów bezpośrednio na zawieszenie. Na idealnym asfalcie to nie przeszkadza, lecz na typowej polskiej drodze – z łatami, koleinami, krawężnikami i poprzecznymi pęknięciami – różnica w komforcie jest odczuwalna już po kilku kilometrach.

Tego nie załatwi sama grubość opony. Nawet jeśli montujesz markowe ogumienie premium, fizyki nie oszukasz: wysoka, „balonowa” opona 19–20″ będzie zawsze bardziej miękka niż niskoprofilowa 22″. Nawet adaptacyjne zawieszenie ma wtedy mniej „miejsca” na pracę, bo część amortyzacji, która normalnie odbywa się w oponie, zostaje ograniczona.

Rola zawieszenia pneumatycznego i adaptacyjnego

Luksusowe SUV-y mają jedną przewagę: zaawansowane zawieszenia. Pneumatyka, adaptacyjne amortyzatory, aktywne stabilizatory – to wszystko próbuje złagodzić skutki jazdy na dużych felgach. I faktycznie, w porównaniu z tańszymi autami na 22-calowych kołach, SUV premium wciąż potrafi zapewnić przyzwoity komfort, przynajmniej w trybach Comfort.

Problem w tym, że takie zawieszenie ma ograniczone możliwości. Im twardszy „pierścień” opony, tym więcej wstrząsów musi zamortyzować wyłącznie amortyzator i sprężyna (lub miech). Przy krótkich, ostrych nierównościach – poprzeczne pęknięcia, zapadnięte studzienki, progi w osiedlu – nawet najlepiej zestrojona pneumatyka zaczyna przepuszczać uderzenia do kabiny. Zamiast miękkiego kołysania pojawiają się twarde „stuki” i krótkie szarpnięcia.

Co istotne, różnica jest wyraźnie odczuwalna na tylnej kanapie, gdzie pasażerowie siedzą bliżej osi i mniej „pracują” ciałem niż kierowca. W autach, które mają aspiracje do bycia limuzyną dla drugiego rzędu (np. BMW X7, Mercedes GLS, Range Rover LWB), jazda na 22 calach może być mniej przyjemna dla osób z tyłu niż na 20–21 calach, zwłaszcza poza autostradą.

Hałas toczenia i akustyka wnętrza

Duże koła to nie tylko komfort mechaniczny, ale też akustyczny. Niskoprofilowa opona przenosi do kabiny więcej wysokich częstotliwości, szczególnie na chropowatym asfalcie i betonie. Szum toczenia staje się bardziej wyraźny, a odgłos „bicia” na nierównościach – głośniejszy.

Producenci próbują to maskować: stosują wygłuszane szyby, dodatkowe maty, a czasem nawet aktywną redukcję hałasu. Mimo tego, w bezpośrednim porównaniu dwóch identycznych SUV-ów na 20 i 22 calach, różnica w hałasie przy 80–120 km/h jest zauważalna. Nie zawsze dramatyczna, ale słyszalna, zwłaszcza dla osób, które dużo podróżują autostradami.

Do tego dochodzi jeszcze jeden aspekt: część opon w dużych rozmiarach jest fabrycznie bardziej sportowa (mieszanka, konstrukcja, indeks prędkości), co dodatkowo podbija szum toczenia. Luksusowy SUV na 22-calowych „sportowych” oponach może być głośniejszy od tego samego auta na 20-calowych oponach typu „touring” o nastawieniu komfortowym.

Realny komfort na polskich drogach: kiedy 22 cale męczą

Na krótkim odcinku obwodnicy czy autostrady, podczas jazdy testowej z salonu, różnice między 21 a 22 calami mogą wydać się niewielkie. Problemy zaczynają się w dłuższej, codziennej eksploatacji: dojazdy do pracy przez miasto, częste pokonywanie progów zwalniających, zniszczone drogi powiatowe czy gminne.

Osoby przesiadające się z sedana klasy średniej lub kompaktu często są zaskoczone, że ich nowy luksusowy SUV na 22-calowych felgach nie jest „kanapą”, jak się spodziewały. Auto jest wysokie, wygodne pod względem pozycji za kierownicą, ale na krótkich nierównościach potrafi zachowywać się twardo, wręcz nerwowo.

Po kilkunastu tysiącach kilometrów pojawia się zmęczenie materiału – i kierowcy, i zawieszenia. Reakcje typu „następny raz biorę mniejsze felgi” są w segmencie SUV-ów premium częstsze, niż można się spodziewać, szczególnie wśród osób, które mieszkają poza dużymi miastami lub dużo jeżdżą po drogach drugiej kategorii.

Polecane dla Ciebie:  Japońskie luksusowe SUV-y – Czy dorównują europejskim?

Bezpieczeństwo i prowadzenie: czy 22 cale naprawdę poprawiają jazdę

Przyczepność na suchym i precyzja prowadzenia

Od strony czystej fizyki większa felga i szersza, niższa opona mogą dać lepszą precyzję prowadzenia. Mniejsza deformacja boczna opony oznacza szybszą reakcję na ruch kierownicą, stabilniejszą jazdę przy wyższych prędkościach na autostradzie oraz lepsze „czucie” frontu auta.

Na suchym, równym asfalcie luksusowy SUV z 22-calowym ogumieniem może wydawać się bardziej pewny w szybkich łukach. Nadwozie mniej się „buja”, a samochód szybciej stabilizuje się po gwałtownych manewrach. Przy dynamicznej jeździe autostradowej i na dobrych drogach ekspresowych taki zestaw potrafi dać rzeczywiście poczucie panowania nad masywnym autem.

Wyraźnie widać to w wersjach sportowych: Porsche Cayenne Turbo, BMW X5 M, Audi SQ7, Mercedes-AMG GLE. Tam 21–22 cale współgrają z twardszym zestrojeniem zawieszenia i mocniejszymi hamulcami. Jeśli ktoś faktycznie jeździ agresywnie, doceni sztywniejszy bok opony i mniejsze ugięcie przy gwałtownych zmianach kierunku.

Zachowanie na mokrym, śniegu i w koleinach

Polskie drogi to jednak nie tylko suchy, równy asfalt. W deszczu, na mokrym betonie i w koleinach sytuacja siękomplikuje. Szersza opona na 22-calowej feldze ma większą tendencję do najeżdżania na koleiny i podążania za nimi – kierownica staje się bardziej nerwowa, auto potrafi delikatnie „pływać” wzdłuż torów wyżłobionych przez ciężarówki.

Do tego dochodzi ryzyko aquaplaningu. Szeroka opona ma większą powierzchnię styku, ale też więcej wody do odprowadzenia. Gdy profil jest niski, a szerokość znacząca, przy wyższych prędkościach na autostradzie przejazd przez głębszą kałużę może skończyć się krótką utratą przyczepności. Dobre ogumienie premium to ogranicza, ale wpływu szerokości bieżnika całkowicie nie zneutralizuje.

Zimą 22 cale w praktyce tracą sens – większość właścicieli luksusowych SUV-ów decyduje się na drugi komplet kół w mniejszym rozmiarze (19–20 cali) z wyższym profilem. Na śniegu i lodzie szersza, niskoprofilowa opona ma znacznie gorsze właściwości trakcyjne, zwłaszcza poza miastem. Dlatego 22 cale w praktyce stają się często rozwiązaniem „na lato”, co dodatkowo podnosi koszty eksploatacji.

Drogi dziurawe, nieutwardzone i krawężniki

Luksusowy SUV na 22-calowych felgach często ląduje w realiach, do których te koła nie były projektowane. Dojazd do działki, szutrowa droga, dziury w asfalcie, wysokie krawężniki na osiedlu – w takich warunkach niskoprofilowa opona staje się ryzykownym wyborem. Każde mocniejsze uderzenie w krawężnik lub ostrą krawędź dziury zwiększa szanse na uszkodzenie boczne opony lub pogięcie felgi.

Wysoka opona, która ugnie się i „połknie” część energii, przy 22 calach praktycznie nie istnieje. To, co w SUV-ie na 18–19″ skończyłoby się lekkim uderzeniem i może niewielkim wybrzuszeniem, w aucie na 22″ może oznaczać zagniecenie rantu felgi i konieczność prostowania albo wymiany koła.

W codziennym użytkowaniu przekłada się to na mniej swobodną jazdę. Kierowca zaczyna podświadomie omijać każdą kratkę, studzienkę, dziurę, najazd na próg. W mieście, gdzie krawężniki są często wysokie, trzeba bardziej uważać przy parkowaniu – lekkie otarcie może skończyć się zadarciem rantu i widocznymi uszkodzeniami lakierowanej lub polerowanej powierzchni.

Wpływ na drogę hamowania i działanie systemów bezpieczeństwa

W teorii, szersza opona powinna poprawiać hamowanie na suchym, dając większą powierzchnię styku. W praktyce różnice między 20 a 22 calami w luksusowych SUV-ach nie są dramatyczne, bo kluczowe znaczenie mają tu: jakość opony, mieszanka, konstrukcja bieżnika i stan ogumienia.

Na suchym, markowa opona w rozmiarze 22″ nie będzie hamować gorzej od odpowiednika 20″, a czasem w wręcz minimalnie lepiej. Na mokrym sytuacja jest bardziej złożona – tu o wiele większy wpływ ma właściwy dobór modelu opony i głębokość bieżnika niż sama średnica felgi. Jednak każdy dodatkowy centymetr szerokości zwiększa ryzyko „wypływania” przy dużej ilości wody.

Wpływ na systemy wspomagające kierowcę

Nowoczesne SUV-y są naszpikowane elektroniką: systemy utrzymania pasa ruchu, asystenci omijania przeszkód, rozbudowane ESP z funkcją stabilizacji zestawu z przyczepą. Wszystko to jest kalibrowane pod konkretny rozmiar kół i opon. Zmiana z 20 na 22 cale w ramach fabrycznie przewidzianych konfiguracji nie burzy pracy systemów, ale ogranicza ich „margines bezpieczeństwa”.

Gwałtowne manewry omijania przeszkody czy korekty toru jazdy przy wysokich prędkościach bazują na przyczepności i przewidywalnym zachowaniu opony. Im bardziej sportowe, sztywne ogumienie na dużej feldze, tym mniejsze rezerwy przy nagłym najechaniu na poprzeczną fałdę lub dziurę w zakręcie. Elektronika zareaguje, ale fizyki nie przeskoczy – auto szybciej zbliża się do granicy przyczepności i zaczyna ślizgać, zwłaszcza na mokrym.

Dodatkowo, SUV-y z wyższych segmentów wykorzystują kamery i radary do przewidywania zdarzeń na drodze i dostosowywania zawieszenia. Gdy profil opony jest bardzo niski, adaptacja tłumienia nie nadąża za ostrymi, krótkimi nierównościami. System może „chcieć” złagodzić uderzenie, ale przy tak cienkiej warstwie gumy między felgą a asfaltem nie ma już czym.

Biały Range Rover luksusowy SUV zaparkowany przy zielonej drodze
Źródło: Pexels | Autor: Mike Bird

Ekonomia, trwałość i serwis: ukryte koszty 22 cali

Cena kompletu opon i częstotliwość wymiany

Różnica w kosztach między oponą 20 a 22 cale potrafi zaskoczyć. Im większa felga, tym bardziej ograniczony wybór modeli i tym wyższe ceny. W segmencie premium, gdzie często wchodzi w grę indeks prędkości Y i nośność XL, cena pojedynczej opony 22″ potrafi być wyższa niż dwóch sztuk w bardziej typowym rozmiarze do auta kompaktowego.

Do tego dochodzi szybsze zużycie przy agresywniejszej jeździe i większa podatność na uszkodzenia mechaniczne. Boczne wybrzuszenie po spotkaniu z dziurą czy ostro zakończonym krawężnikiem w niskoprofilowej oponie zwykle kończy się wymianą, a nie naprawą. W praktyce, komplet 22-calowych opon w SUV-ie używanym codziennie rzadko doczeka idealnego stanu bieżnika – wcześniej coś uszczerbi krawędź, powstanie „jajko” albo zostaną uszkodzone dwa koła po najechaniu na tę samą dziurę.

Felgi: podatność na uszkodzenia i koszty renowacji

Duża felga z cienką oponą wygląda efektownie, ale w zderzeniu z rzeczywistością polskich dróg bywa delikatna. Pogięty rant, pęknięcia od wewnętrznej strony po mocnym uderzeniu, zarysowania i przetarcia – to codzienność w serwisach zajmujących się prostowaniem felg aluminiowych.

Prostowanie felgi 22″ klasy premium to nie jest szybka, tania usługa. W grę wchodzi nie tylko sam koszt, ale również czas – często trzeba zdemontować koło, zawieźć do specjalisty, wyważyć ponownie. Przy felgach polerowanych lub malowanych na dwa kolory renowacja jest jeszcze bardziej złożona. Efekt? Każda poważniejsza przygoda z dziurą może skończyć się rachunkiem porównywalnym z dorocznym serwisem mechaniki.

W codziennym użytkowaniu wielu kierowców zaczyna podchodzić do parkowania z większą ostrożnością niż wcześniej. Wysokie krawężniki, ciasne miejsca w starych podziemnych garażach, wąskie uliczki z ostrymi krawędziami – tam, gdzie SUV na 18–19″ przejedzie bez stresu, właściciel auta na 22″ często kilka razy zmienia kąt najazdu, żeby nie ryzykować zarysowania. To drobny, ale realny dyskomfort.

Zużycie paliwa i masy nieresorowane

Większe koło to z reguły większa masa, a w przypadku SUV-ów – często też szersza opona. Z punktu widzenia fizyki mamy do czynienia z większym momentem bezwładności (trzeba „rozbujać” cięższe koło) i większym oporem toczenia. Różnice nie będą gigantyczne, ale przy stałej jeździe autostradowej czy w mieście mogą przełożyć się na dodatkowe dziesiąte litra na 100 km.

W luksusowych SUV-ach, które i tak spalają sporo, mało kto zwraca uwagę na 0,3–0,5 l/100 km. Jednak przy rosnących cenach paliw i długich przebiegach rocznych ten „kosmetyczny” wzrost zaczyna być policzalny. W hybrydach plug-in wpływa także na realny zasięg elektryczny – szersza opona na cięższej feldze potrafi odjąć kilka kilometrów zasięgu na jednym ładowaniu, zwłaszcza w mieście.

Masa nieresorowana ma również wpływ na żywotność elementów zawieszenia. Amortyzatory, tuleje wahaczy, łączniki stabilizatora, przeguby – wszystkie te części pracują mocniej, gdy na narożniku auta wisi cięższy zestaw koło–opona. Nie powoduje to nagłych awarii, ale przy przebiegach rzędu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów rocznie przyspiesza zużycie. W efekcie szybciej pojawiają się luzy i stuki, a wizyta w serwisie kończy się wymianą kilku elementów zamiast jednego.

Ubezpieczenie, kradzieże i koszty nieplanowane

Duże, efektowne felgi w luksusowym SUV-ie bywają łakomym kąskiem dla złodziei. Kradzieże kompletnych kół zdarzają się rzadziej niż kiedyś, ale nadal się zdarzają, szczególnie na nowych osiedlach z otwartymi parkingami. Dla ubezpieczyciela 22-calowe felgi fabryczne z oponami premium to wysoki koszt odtworzenia, więc składka za pakiet AC może być wyższa niż przy skromniejszym rozmiarze.

Do tego dochodzą niewidoczne na pierwszy rzut oka koszty: zniszczona felga i opona po spotkaniu z wyjątkowo niefortunną dziurą mogą skłonić ubezpieczyciela do likwidacji szkody z AC. Każda taka szkoda to ryzyko podwyżki składki w kolejnym roku, a czasem konieczność dopłaty udziału własnego. Zestaw 22 cali podnosi więc finansową stawkę każdej pomyłki na drodze.

Estetyka kontra praktyczność: jak znaleźć rozsądny kompromis

Dlaczego 22 cale tak kuszą

Luksusowy SUV na dużych felgach wygląda „pełniej”, proporcje nadwozia wydają się lepsze, a linia boczna nabiera lekkości. Producenci doskonale o tym wiedzą, dlatego zdjęcia prasowe i samochody ekspozycyjne bardzo często stoją właśnie na 21–22 calach. Różnica wizualna między 20 a 22 calami bywa zaskakująco duża, zwłaszcza przy masywnych nadkolach.

W konfiguratorze, gdzie różnicę widać tylko na ekranie, dopłata kilkunastu–kilkudziesięciu tysięcy złotych do większych felg wydaje się naturalnym wyborem – szczególnie jeśli całe auto kosztuje wyraźnie powyżej kilkuset tysięcy złotych. Problem zaczyna się wtedy, gdy taki „dopisek” wymusza konkretny, twardszy rodzaj opony i ogranicza później elastyczność przy doborze ogumienia zamiennego.

Rozmiary pośrednie: 20–21 cali jako złoty środek

W wielu modelach segmentu premium 20 lub 21 cali okazuje się najlepszym kompromisem między wyglądem a funkcjonalnością. Opona ma jeszcze na tyle wysoki profil, by realnie pomagać zawieszeniu, jednocześnie wypełniając nadkole w sposób, który wizualnie nie odstrasza miłośników designu.

Polecane dla Ciebie:  SUV do wożenia VIP-ów – Które auto wybierają celebryci?

Przykładowo, BMW X5 czy Mercedes GLE na 20-calowych kołach z oponą o profilu powyżej 40 wciąż prezentują się okazale, a jednocześnie lepiej filtrują poprzeczne nierówności niż te same auta na 22. Dla osób, które dużo jeżdżą po mieście i drogach powiatowych, taki rozmiar daje wyczuwalnie spokojniejszą, mniej nerwową jazdę, przy zachowaniu dobrej precyzji prowadzenia.

Rozmiar pośredni ma też przewagę przy zimówkach. Łatwiej dobrać sensowny zestaw 19–20″ na zimę, gdy fabryczny rozmiar letni to 20–21, niż gdy auto na co dzień jeździ na fabrycznych 22 calach. Wtedy przeskok do zimówek jest mniejszy, zarówno wizualnie, jak i w odbiorze prowadzenia.

Dwa komplety kół: kiedy to ma sens

Właściciele najdroższych SUV-ów coraz częściej decydują się na dwa zestawy felg: efektowne 22 cale na lato i mniejszy, bardziej funkcjonalny rozmiar na zimę lub wyjazdy w gorsze rejony. W praktyce pojawiają się jednak dwa problemy: przechowywanie i koszty.

Komplet 22-calowych kół zajmuje sporo miejsca, a waga każdego z nich może utrudniać ich samodzielne przekładanie. Do tego dochodzi cena – kupno drugiego zestawu felg premium bywa porównywalne z kosztami niewielkiego remontu w domu. Z drugiej strony, jeśli auto faktycznie sporo czasu spędza na drogach drugiej kategorii, taka inwestycja pozwala ograniczyć ryzyko uszkodzeń i poprawić komfort poza sezonem „łatwych” warunków.

W praktyce rozsądnym podejściem bywa zakup auta z fabrycznymi 20–21 calami i ewentualny późniejszy zestaw 22″ jako „zabawka” na lato. Łatwiej wtedy sprzedać auto na rynku wtórnym – nabywca dostaje deklarowany przez producenta rozmiar bazowy, a komplet dużych felg może być przedmiotem osobnej transakcji.

Polskie realia a indywidualne potrzeby kierowcy

Miasto, trasy, wieś – gdzie 22 cale dają radę

W dużym mieście, z nowymi arteriami, zadbanymi aleami i regularnie łatanymi głównymi ulicami, 22 cale da się oswoić. Jeśli codzienna trasa to głównie szerokie ulice, obwodnica, parkingi w galeriach handlowych i podziemne garaże w nowych budynkach, twardość zawieszenia i ryzyko uszkodzeń są wyraźnie mniejsze niż w mniejszym mieście z zaniedbaną infrastrukturą.

Na trasach ekspresowych i autostradach, przy dobrych warunkach pogodowych, duże koło z szeroką oponą zapewnia stabilność i pewność prowadzenia. Tam, gdzie asfalt jest równy, a koleiny niewielkie, 22 cale potrafią wręcz pozytywnie zaskoczyć, szczególnie w połączeniu z dobrze zestrojoną pneumatyką.

Kontrast pojawia się, gdy regularnie trzeba zjechać w gminną drogę z licznymi łatami, wyjeżdżonymi koleinami i zapadniętymi studzienkami. Tam, gdzie 19-calowe koło po prostu „stuknie” i jedzie dalej, 22-calowy zestaw zmusza do ciągłej korekty toru jazdy, omijania przeszkód i redukowania prędkości do poziomów, przy których mijający nas dostawczak nadal jedzie płynnie.

Styl jazdy i oczekiwania wobec samochodu

Duże felgi najmniej przeszkadzają osobom, które jeżdżą dynamicznie, ale „gładko” – z wyczuciem, bez wpadania w dziury i agresywnego atakowania krawężników. Kierowca, który patrzy daleko przed siebie, odpowiednio wcześniej zwalnia i świadomie wybiera tor jazdy, potrafi długo cieszyć się z 22 cali bez spektakularnych szkód.

Jeśli jednak SUV ma być „rodzinnym autobusem” – z częstymi dojazdami do szkoły, podjeżdżaniem pod krawężniki, skrótami przez osiedlowe uliczki z kiepską nawierzchnią – duża felga staje się potencjalnym źródłem dodatkowego stresu. Gdy za kierownicą często siadają różne osoby o odmiennych nawykach, trudno oczekiwać, że każdy będzie pamiętał o tym, by najeżdżać na progi pod kątem czy brać szerokim łukiem wjazd do starej, stromej bramy.

Warto też zderzyć własne oczekiwania z rzeczywistością. Jeśli luksusowy SUV ma zastąpić miękko resorowaną limuzynę na 18–19-calowych kołach, przesiadka na 22 cale może rozczarować. Z kolei ktoś, kto przesiada się ze sportowego coupe na 19–20″, może uznać, że nawet SUV na 22″ jest odczuwalnie wygodniejszy.

Rynek wtórny i odsprzedaż auta

Przy wyborze rozmiaru felg w nowym SUV-ie mało kto myśli o odsprzedaży, a to błąd. Na rynku używanych nie wszyscy kupujący chcą 22 cale – część świadomie szuka aut na 20–21, bo ma za sobą doświadczenia z twardym zawieszeniem lub drogimi oponami. Zestaw 22-calowy bywa atutem wizualnym, ale równie dobrze może ograniczyć liczbę zainteresowanych.

Samochody z bardzo dużymi felgami częściej mają bogatsze pakiety stylistyczne i mocniejsze silniki, co podnosi cenę ofertową. Jednak kupujący coraz uważniej patrzą na koszty eksploatacji. Informacja o świeżo wymienionych oponach w rozmiarze 20–21 może być lepszym argumentem niż „fabryczne 22″ w idealnym stanie”, jeśli ktoś kalkuluje przyszłe wydatki na serwis i ogumienie.

Praktycznym rozwiązaniem bywa sprzedaż auta na mniejszym, komfortowym rozmiarze, a 22-calowy komplet wystawiony osobno. Nabywca otrzymuje rozsądnie skonfigurowany samochód, a dotychczasowy właściciel odzyskuje część pieniędzy wydanych na duże felgi, zamiast sprzedawać auto z drogim dodatkiem w pakiecie „za darmo”.

Technika ma znaczenie: zawieszenie, konfiguracja i wyposażenie

Pneumatyka, adaptacyjne amortyzatory i 22 cale

Duża felga dużo lepiej „dogaduje się” z nowoczesnym zawieszeniem niż z prostym układem sprężyna–amortyzator. Pneumatyka z regulacją prześwitu i adaptacyjne amortyzatory realnie łagodzą skutki niskiego profilu. Możliwość przełączenia auta w tryb komfortowy, z miększym tłumieniem i wyższą linią nadwozia, działa jak dodatkowy „bufor bezpieczeństwa” przy miejskich progach i głębszych koleinach.

Nie oznacza to jednak cudów. Nawet najlepsza pneumatyką nie zmieni twardej ściany bocznej w balonową oponę z SUV-a sprzed kilkunastu lat. Dziury wciąż będą wyczuwalne, tylko mniej agresywnie. Wyraźną poprawę odczuwa się głównie przy drobniejszych nierównościach – poprzecznych pęknięciach asfaltu, łączeniach płyt, „zafalowaniu” nawierzchni.

Szczególnie dobrze sprawdzają się konfiguracje, w których auto na 22 calach ma możliwość zapamiętania indywidualnego trybu zawieszenia. Da się wtedy połączyć twardszy układ kierowniczy i ostrzejszą reakcję napędu z miększym tłumieniem, zamiast wybierać jeden z przenoszących wszystko na kierowcę trybów dynamicznych.

Pakiety M, AMG, S-line a codzienny komfort

Problem rośnie, gdy 22 cale łączą się ze sportowymi pakietami stylistyczno-zawieszeniowymi. Obniżone i utwardzone zawieszenie, grubsze stabilizatory, inna geometria – to wszystko poprawia precyzję prowadzenia na szybkich łukach, ale nie pomaga, gdy codzienność polega na wjeżdżaniu w podziemne garaże i przemykaniu przez „łaty na łatę”.

Przykładowy duży SUV z pakietem M czy AMG-Line na 22-calowych kołach potrafi na równej drodze prowadzić się jak bardzo pewne, masywne auto z lekkim sportowym charakterem. Wystarczy jednak odcinek betonowych płyt na wsi albo popękany asfalt na obrzeżach miasta, by pasażerowie zaczęli rozglądać się za uchwytami nad drzwiami. Ten sam samochód na 20 calach i w standardowym zawieszeniu nadal wygląda okazale, a z perspektywy komfortu przypomina już luksusowego „kanapowca”.

Osoby, które planują łączyć duże felgi ze sportowym pakietem, często lepiej wychodzą na wyborze bogatszego wyposażenia wnętrza lub systemów bezpieczeństwa, a pozostawieniu zawieszenia w mniej radykalnej specyfikacji. Różnica wizualna na zewnątrz bywa mniejsza niż różnica w codziennym samopoczuciu po kilku tysiącach kilometrów.

Run-flat, wzmocnione opony i ich wpływ na wrażenia

Duża część aut klasy premium na 22-calowych kołach korzysta z opon typu run-flat lub przynajmniej z wzmocnioną konstrukcją. Z punktu widzenia bezpieczeństwa to zaleta: po nagłym spadku ciśnienia można zjechać z drogi bez konieczności walki z kołem zapasowym. Jednak twardsze boki opony oznaczają mniej „pracy” gumy przy nierównościach, czyli dodatkowy cios w komfort.

Na gładkiej drodze opona run-flat nie przeszkadza. Schody zaczynają się na typowych dla polskich miast poprzecznych nierównościach – wtedy auto nabiera szorstkości, rezonuje na krótkich uderzeniach, a pojedyncze uskoki potrafią przejść przez nadwozie jak metaliczny „strzał”. Przy przejściu na klasyczne opony premium w tym samym rozmiarze wielu kierowców odczuwa poprawę, nawet kosztem rezygnacji z możliwości jazdy „na flaku”.

Kompromisem może być wybór wzmocnionych, ale nie typowo run-flatowych opon w rozmiarze 21 cali zamiast 22. Profil rośnie symbolicznie, lecz każdy dodatkowy milimetr gumy między felgą a asfaltem działa na korzyść zawieszenia i portfela.

Pomarańczowy Mercedes G-Class przed budynkiem, luksusowy SUV na ulicy
Źródło: Pexels | Autor: Pixabay

Bezpieczeństwo i prowadzenie: gdzie 22 cale pomagają, a gdzie przeszkadzają

Hamowanie, przyczepność i aquaplaning

Szeroka opona na dużej feldze daje przewidywalnie dużą powierzchnię styku z asfaltem. Przy dobrym ogumieniu na suchym i ciepłym asfalcie skraca to drogę hamowania i zwiększa poczucie kontroli przy wyższych prędkościach. W nagłych manewrach wymijających masywny SUV na 22″ reaguje pewnie, pod warunkiem że zawieszenie jest odpowiednio zestrojone, a układy stabilizacji nie są zbyt agresywne.

Na mokrej nawierzchni obraz nie jest już tak jednoznaczny. Szerokie opony mają większą tendencję do „niesienia się” po warstwie wody przy wyższych prędkościach. Dobre bieżniki i nowoczesne mieszanki pomagają, lecz fizyki nie da się oszukać. Tam, gdzie SUV na węższej oponie 19–20″ jedzie jeszcze pewnie, ten sam model na 22″ potrafi pierwszy „popłynąć” po kałużach przy drodze ekspresowej.

Rozsądne podejście to regularna kontrola głębokości bieżnika i wymiana opon wcześniej, niż przewiduje minimum ustawowe. Wysoki, ciężki SUV na pół-łysej 22-ce przy mocnym deszczu potrafi zupełnie zmienić charakter z „pancernego” na nerwowy, mimo że elektronika dalej walczy w tle.

Reakcje na koleiny i boczne wiatry

Polskie drogi, zwłaszcza te o dużym natężeniu ruchu ciężarowego, pełne są kolein. Duże, szerokie koło lubi się w nich prowadzić własnym życiem. Kierowca samochodu na 22 calach często musi korygować tor jazdy, szczególnie w deszczu, gdy w koleinach stoi woda.

Nie chodzi tylko o dyskomfort. Częste, nerwowe poprawki kierownicą męczą na dłuższej trasie i obniżają margines bezpieczeństwa. Przy gwałtownym ruchu innym autem czy nagłym hamowaniu dodatkowe „ciągnięcie” w koleinę nie pomaga w ocenie sytuacji.

Wysokie nadwozie luksusowego SUV-a jest też podatne na boczne podmuchy wiatru. Szerokie, 22-calowe koła poprawiają stabilność na autostradzie, ale w połączeniu z koleinami i silnym wiatrem potrafią wygenerować zestaw bodźców, którego nie spodziewa się ktoś przesiadający się z klasycznej limuzyny.

Polecane dla Ciebie:  Audi Q7 – sukces niemieckiej elegancji

Widoczność, manewrowanie i systemy wspomagające

Jazda na dużych felgach domaga się większej precyzji przy manewrach. Krawężnik, który dla 18-calowej felgi z grubą oponą był tylko „stuknięciem”, dla 22-calowego zestawu może oznaczać szlif całej krawędzi obręczy i ryzyko uszkodzenia stopki opony.

Systemy kamer 360°, asystenci parkowania i wizualizacja kół w widoku z góry znacząco ułatwiają życie. Jeśli konfiguracja auta jeszcze przed zamówieniem okazuje się napięta budżetowo, lepiej zrezygnować z części stylistycznych dodatków, a zostawić pakiet kamer – szczególnie w parze z 22-calowymi felgami. Każde „przytarcie” na parkingu centrum handlowego może kosztować więcej niż dopłata do rozsądnego zestawu wspomagaczy.

Sezonowość i praktyka użytkowania przez cały rok

Letnie upały, zimowe dziury i wiosenne „niespodzianki”

W polskich warunkach najbardziej dają o sobie znać przejściowe okresy między sezonami. Latem, przy dobrze utrzymanych drogach, 22 cale nie są problemem – asfalt jest miększy, dziury zostały załatane, a opony pracują w swoim optymalnym zakresie temperatur.

Zimą sytuacja się zmienia. Mrozy, sól, mróz–odwilż powodują pękanie nawierzchni. Dziury pojawiają się często z dnia na dzień, szczególnie na ulicach osiedlowych i drogach powiatowych. Niska, twarda opona na 22″ ma dużo mniej „oddechu” przy spotkaniu z taką pułapką niż wyższy profil na 19–20″. Efekt to zwiększone ryzyko wybrzuszeń na boku opony i mikropęknięć obręczy, które wychodzą dopiero przy wymianie kół lub wyważaniu.

Wiosną dochodzi jeszcze problem żwiru, pozostałości po piaskowaniu i ostrych krawędzi wokół łatek. Jazda po takich odcinkach na dużych, drogich felgach wymaga cierpliwości – prędkości, które „normalne” auto znosi bez grymasów, w luksusowym SUV-ie na 22″ oznaczają ciągłe trzaski, uderzenia i nieprzyjemne rezonanse.

Zimówki na mniejszych felgach – realne plusy

W praktyce najlepszym rozwiązaniem dla kogoś, kto koniecznie chce 22 cale na lato, bywa mniejszy komplet na zimę. Zimą i tak liczy się bardziej przyczepność i przewidywalność niż wygląd. Profil opony 45–55 na 19–20 calach lepiej znosi uderzenia w zamarznięte koleiny, wysokie zaspy przy krawężniku czy nierówne ślady po pługach śnieżnych.

Różnica w prowadzeniu zimą bywa wręcz zbawienna. Auto staje się łagodniejsze w reakcjach, mniej przenosi drobne nierówności, a ryzyko uszkodzenia felgi przy ukrytym w śniegu krawężniku jest wyraźnie niższe. Dodatkowo koszty zimowych opon w mniejszym rozmiarze nie rosną już tak drastycznie z sezonu na sezon.

Przykład z użytkowania: właściciel dużego, niemieckiego SUV-a z 22-calowymi felgami fabrycznymi po pierwszej zimie z dwoma uszkodzonymi oponami i jednym prostowaniem felgi zdecydował się na 19-calowy komplet zimowy. Kolejne sezony minęły bez żadnej przygody, mimo niezmienionych tras i stylu jazdy.

Psychologia i „efekt prestiżu” dużych felg

Oczekiwania społeczne i własne ego

Duże felgi są mocno związane z wizerunkiem. Luksusowy SUV na 19–20 calach dla wielu wygląda jak „bazowa” wersja flotowa, podczas gdy ten sam model na 22″ odbierany jest jako topowa konfiguracja. Ta różnica w odbiorze minimalizuje się jednak po kilku miesiącach użytkowania – kierowcy i otoczeniu auto „powszednieje”, a na pierwszy plan wychodzą wygoda i koszty.

Warto odróżnić chwilowy efekt „wow” przy odbiorze auta z salonu od tego, co zostaje po 30–40 tys. km. Po pierwszych dłuższych trasach zaczyna się chłodna kalkulacja: ile kosztował komplet opon, jak często trzeba prostować felgi, jak męczące są codzienne dojazdy z dziećmi po dziurawych uliczkach osiedlowych.

Presja konfiguratora i marketingu

Producenci świadomie budują przekaz, w którym duże felgi są niemal obowiązkowym elementem „pełnej” konfiguracji. W konfiguratorze różnice między 20 a 22 calami wydają się kosmetyczne – auto zawsze stoi na równym, wygładzonym wirtualnym asfalcie, bez wysokich krawężników i wybojów. Do tego dochodzą pakiety, gdzie 22-calowe felgi „wpinają się” w atrakcyjnie wyceniony zestaw stylistyczny, przez co świadoma rezygnacja wydaje się krokiem w tył.

Osoby, które kupują samochody częściej, z czasem patrzą na to chłodniej. Zamiast myśleć „biorę najwyższy możliwy rozmiar, bo tak wygląda najlepiej”, zaczynają zadawać pytania: czy zaoferowanie w komisie auta na 20 calach nie poszerzy mi grona chętnych? Czy różnica wizualna jest warta dodatkowych kilku tysięcy przy każdej wymianie opon? Czy ja naprawdę korzystam z potencjału tych kół, czy tylko jeździ ze mną po zakorkowanym centrum?

Satysfakcja z użytkowania a proza dnia codziennego

Duża felga potrafi dać dużo satysfakcji, ale często najbardziej wtedy, gdy samochód służy do przyjemności, a nie głównie do pracy. Weekendowe wyjazdy, równe trasy, podmiejskie okolice z dobrym asfaltem – tam 22 cale są raczej estetycznym dodatkiem niż źródłem problemów.

Codzienny, miejski kierowca po kilku miesiącach zaczyna widzieć inne szczegóły: konieczność szukania „bezpiecznych” miejsc parkingowych, wolniejsze pokonywanie progów, nerwowe spoglądanie na kolejne remontowane skrzyżowanie. Duża felga nie przestaje się podobać, ale przestaje być neutralnym dodatkiem – zamienia się w rzecz, o którą trzeba stale dbać i wokół której trzeba planować ruchy.

Jak świadomie zdecydować: praktyczne kryteria wyboru rozmiaru

Proste pytania przed podpisaniem umowy

Zamiast kierować się wyłącznie wyglądem, opłaca się zadać sobie kilka konkretnych pytań przed wyborem 22 cali:

  • Jakie są moje typowe trasy – procentowo miasto, trasa, drogi lokalne?
  • Ile rocznie pokonuję kilometrów i jak długo planuję jeździć tym autem?
  • Czy w okolicy są warsztaty, które bez problemu serwisują duże koła (wyważanie, prostowanie)?
  • Czy będę miał drugi komplet kół na zimę / gorsze warunki, czy chcę jeździć cały rok na jednym rozmiarze?
  • Kto będzie faktycznie używał samochodu – tylko ja, czy kilka osób o różnym doświadczeniu?

Szczere odpowiedzi często kierują myślenie w stronę bardziej zrównoważonych rozmiarów 20–21 cali. 22-cale zostają wtedy jako świadomy, a nie domyślny wybór – dla tych, którzy rzeczywiście są gotowi przyjąć związane z nimi konsekwencje.

Rozmowa z doradcą – o co zapytać w salonie

Przy konfigurowaniu nowego auta przydaje się kilka konkretnych pytań do sprzedawcy lub doradcy serwisowego. Zamiast ogólników lepiej zapytać o:

  • typowe ceny kompletu opon w rozmiarze 20, 21 i 22 cala w markach premium,
  • Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

    Czy felgi 22 cale w luksusowym SUV-ie mają sens na polskich drogach?

    Felgi 22″ mają sens przede wszystkim z perspektywy wyglądu i prestiżu – auto wygląda masywniej, bardziej dynamicznie i „pełniej” w nadkolach. W segmencie premium taki efekt wizualny jest dla wielu klientów kluczowy i często to właśnie 22 cale sprawiają, że SUV wygląda jak w katalogu.

    Na polskich drogach oznacza to jednak wyraźnie gorszy komfort niż przy 20–21 calach. Niski profil opony słabo tłumi typowe nierówności (łaty, koleiny, zapadnięte studzienki), a różnice odczuwa się szczególnie poza autostradą i w mieście. Jeśli stawiasz przede wszystkim na komfort, 22″ to raczej wariant dla estetów niż rozsądny wybór na co dzień.

    Co jest lepsze do luksusowego SUV-a: 20 czy 22 cale?

    20-calowe felgi to zwykle złoty środek między wyglądem a komfortem – opona ma wyższy profil, więc lepiej filtruje nierówności, jest cichsza i mniej narażona na uszkodzenia. Auto nadal prezentuje się dobrze, zwłaszcza w większych SUV-ach (Q7, X5, GLE), choć wizualnie nie robi takiego wrażenia jak na 22″.

    22 cale wygrywają zdecydowanie pod względem designu i „efektu wow”, ale przegrywają w codziennym użytkowaniu: jest twardziej, głośniej i drożej (opony, naprawy). Jeśli priorytetem jest komfort i dłuższe trasy po polskich drogach, rozsądniejsze będą 20–21″. Jeśli liczy się głównie wygląd i prestiż – 22″.

    Jak 22-calowe felgi wpływają na komfort jazdy w SUV-ie?

    Przy 22 calach opona ma niski profil, więc jest mniej „poduszki” z gumy i powietrza, która mogłaby pochłaniać nierówności. W efekcie większość wstrząsów trafia bezpośrednio na zawieszenie, a potem do kabiny. Na równym asfalcie różnice są niewielkie, ale na typowych polskich drogach auto wyraźnie mocniej „zbiera” krótkie, ostre nierówności.

    Nawet zawieszenie pneumatyczne i adaptacyjne nie jest w stanie całkowicie tego zniwelować. Szczególnie na tylnej kanapie odczuwa się twardsze reakcje na progi zwalniające, poprzeczne pęknięcia i zapadnięte studzienki – w SUV-ach, które mają ambicje limuzyny dla pasażerów z tyłu, może to być odczuwalny minus.

    Czy 22-calowe felgi zwiększają hałas w kabinie?

    Tak, w większości przypadków 22-calowe felgi wiążą się z wyraźniejszym hałasem toczenia. Niskoprofilowa opona przenosi więcej wysokich częstotliwości do wnętrza, szczególnie na chropowatym asfalcie czy betonie. Słychać też głośniejsze „bicie” na nierównościach.

    Producenci stosują dodatkowe wygłuszenia, a czasem aktywną redukcję hałasu, więc wciąż jest cicho jak na standardy masowe. Jednak przy bezpośrednim porównaniu tego samego SUV-a na 20″ i 22″ różnica w szumie przy 80–120 km/h zazwyczaj jest słyszalna, zwłaszcza gdy na 22″ montowane są bardziej sportowe, twardsze opony.

    Czy zawieszenie pneumatyczne „ratuje” komfort przy 22-calowych felgach?

    Zawieszenie pneumatyczne i adaptacyjne zdecydowanie pomaga – luksusowy SUV na 22-calowych kołach i pneumatyce nadal będzie wygodniejszy niż tańsze auto na dużych felgach i klasycznych sprężynach. W trybie Comfort wiele drobnych nierówności jest dobrze filtrowanych.

    Ma to jednak swoje granice. Im niższy profil opony, tym mniej pracy wykonuje guma, a więcej musi „wziąć na siebie” sam amortyzator i miech. Krótkie, ostre nierówności (progi, poprzeczne pęknięcia, zapadnięte studzienki) nadal będą odczuwalne jako twarde stuknięcia. Pneumatyka łagodzi skutki 22″, ale nie zrobi z nich zestawu typowo komfortowego.

    Czy 22-calowe felgi łatwiej uszkodzić na polskich drogach?

    Ryzyko uszkodzeń jest większe niż przy mniejszych felgach z wyższym profilem opony. Wysokie, „balonowe” opony lepiej znoszą uderzenia w dziury i ostre krawężniki. Przy 22 calach i cienkim boczniku opony łatwiej o:

    • pęknięcie lub „bąbel” na oponie po najechaniu w dziurę,
    • skrzywienie, wyszczerbienie lub pęknięcie samej felgi,
    • uszkodzenie opony przy parkowaniu o wysoki krawężnik.

    W dodatku opony i naprawy w rozmiarze 22″ są znacznie droższe. Jeśli często jeździsz po gorszych drogach lokalnych i po mieście z wysokimi krawężnikami, trzeba liczyć się z wyższym ryzykiem kosztownych szkód.

    Dlaczego producenci tak mocno promują 22-calowe felgi w SUV-ach premium?

    Przede wszystkim dlatego, że auto na 22-calowych felgach wygląda lepiej na zdjęciach, w salonie i na ulicy. To buduje pożądanie i podkreśla „topowe” wersje wyposażenia – duże felgi stały się elementem biżuterii, który sygnalizuje najwyższą specyfikację.

    Dodatkowo pakiety z dużymi felgami są bardzo dochodowe. Zaznaczając 22″, klient często automatycznie wybiera także droższe hamulce, pakiety stylistyczne czy zawieszenie adaptacyjne. Dla producenta to wysoka marża przy relatywnie niskim koszcie produkcji felg, dlatego 22 cale stają się standardem w katalogach, mimo że z punktu widzenia komfortu są kompromisem.

    Kluczowe obserwacje

    • 22-calowe felgi diametralnie poprawiają wizualny odbiór luksusowego SUV-a: auto wygląda masywniej, dynamiczniej i „drożej”, a mniejsze rozmiary kół zaczynają przy nich sprawiać wrażenie wersji uboższej.
    • W segmencie premium duże felgi pełnią rolę „biżuterii” – są kluczowym wyróżnikiem topowych wersji wyposażenia i silnie wpływają na postrzeganie prestiżu samochodu.
    • Producenci intensywnie promują 22-calowe obręcze, bo poprawiają one efekt „wow” w salonie i pozwalają sprzedawać drogie pakiety stylistyczne, często w połączeniu z dodatkowymi opcjami jak większe hamulce czy adaptacyjne zawieszenie.
    • Przejście z 20 na 22 cale oznacza istotne obniżenie profilu opony, co znacząco pogarsza zdolność ogumienia do tłumienia nierówności i zwiększa przenoszenie wstrząsów na zawieszenie.
    • Nawet zaawansowane zawieszenie pneumatyczne i adaptacyjne ma ograniczone możliwości kompensowania twardości niskoprofilowych opon 22″, przez co na typowych polskich drogach rośnie odczuwalność ostrych nierówności, stuków i szarpnięć.
    • Różnica w komforcie pomiędzy 19–20 a 22 calami jest wyraźnie odczuwalna, szczególnie na gorszej nawierzchni i na tylnej kanapie, mimo zastosowania markowych opon premium.
    • Z perspektywy wizerunkowej 22 cale mają sens w dużych SUV-ach segmentu premium, ale biorąc pod uwagę realia polskich dróg, mniejsze felgi mogą okazać się rozsądniejszym kompromisem między wyglądem a komfortem.