Podstawy odczytywania wykresu z hamowni
Co właściwie mierzy hamownia podwoziowa
Hamownia podwoziowa mierzy moc na kołach oraz na jej podstawie (dodając straty) wylicza moc na silniku. Silnik przekazuje moment obrotowy przez skrzynię biegów, wał, sprzęgło/konwerter, dyferencjał, półosie i opony do rolek hamowni. Hamownia mierzy, jak mocno auto „napędza” rolki i z jaką prędkością to robi. Z połączenia siły na rolkach i prędkości obrotowej powstaje wykres mocy i momentu.
W większości wykresów z hamowni podwoziowej znajdziesz dwie kluczowe krzywe: moc i moment obrotowy w funkcji obrotów silnika. Dodatkowo, w zależności od programu i typu urządzenia, pojawiają się linie strat, moc na kołach, moc skorygowana do normy (DIN, EWG, SAE), czasem wykres AFR (skład mieszanki), ciśnienia doładowania, temperatur itp. Dla poprawnej interpretacji trzeba wiedzieć, która linia jest czym.
Najważniejsze, aby zrozumieć, że hamownia nie widzi bezpośrednio mocy na wale. To, co jest „na wykresie” jako moc silnika (engine power, Pnorm, Pengine itp.) jest wynikiem obliczeń z mocy na kołach i zmierzonych strat układu napędowego. Dlatego tak istotne jest, jak wykonano pomiar i czy został powtórzony na tych samych warunkach.
Moc na kołach a moc na silniku
Na wykresie z hamowni najczęściej spotkasz trzy rodzaje wartości mocy:
- moc na kołach (Pwheel, Pwhp, wheel power) – to, co faktycznie dociera na opony i napędza rolki,
- moc strat (Ploss, losses) – energia tracona w napędzie, oponach, łożyskach, oleju,
- moc na silniku (Pengine, crank power) – Pwheel + Ploss, czyli wartość przeliczona na „na wale”.
Producenci samochodów podają w katalogach moc na silniku zmierzoną na hamowni silnikowej (silnik zdemontowany z auta, spięty bezpośrednio z hamownią). Porównując wykres z hamowni podwoziowej z danymi katalogowymi, najrozsądniej odnosić się do mocy na silniku (po stratach), a nie do mocy na kołach. W praktyce jednak, zwłaszcza przy tuningu, moc na kołach jest często bardziej interesująca, bo mówi, co naprawdę trafia na asfalt.
Jeżeli tuner pokazuje tylko jedną linię mocy i nie doprecyzowuje, czy to „na kołach”, czy „na silniku”, pojawia się pierwszy problem interpretacyjny. Warto od razu pytać: czy to whp, czy moc po stratach?. Bez tego porównywanie z innymi wykresami jest obarczone sporym błędem.
Oś obrotów, oś prędkości i jednostki mocy
Typowy wykres z hamowni ma na osi poziomej obroty silnika (rpm), a na osi pionowej moc (KM lub kW) i/lub moment obrotowy (Nm). Niekiedy na drugiej osi poziomej znajduje się dodatkowo prędkość pojazdu. W polskich realiach najczęściej korzysta się z jednostek: KM (konie mechaniczne) i Nm (niutonometr), ale programy hamowni chętnie używają kW, więc trzeba zwracać uwagę na podpisy osi i legendę.
Podstawowa relacja między mocą a momentem obrotowym to:
- KM = (Nm × rpm) / 7023 (w przybliżeniu),
- kW = (Nm × rpm) / 9550.
Dlatego moment i moc rosną inaczej: przy tych samych obrotach wyższy moment daje wyższą moc, ale przy stałym momencie moc rośnie wraz z obrotami. To z tego powodu maksymalny moment jest zazwyczaj przy niższych obrotach niż maksymalna moc. Na wykresie zobaczysz, że krzywa momentu „wstaje” wcześniej, osiąga szczyt i zaczyna opadać, a krzywa mocy rośnie dłużej i często osiąga maksimum bliżej odcinki.
Moc na kołach – jak ją odczytać i co naprawdę oznacza
Dlaczego moc na kołach jest tak ważna
Moc na kołach to jedyna wartość zmierzona bezpośrednio przez hamownię podwoziową w trakcie obciążania auta. To ona mówi, ile energii finalnie trafia do asfaltu, czyli jak auto przyspiesza w realnych warunkach. Dla kierowcy czy tunera interesujący jest przede wszystkim przyrost mocy na kołach względem serii, bo ten przekłada się na różnicę w odczuciach za kierownicą.
W praktyce tuningowej znacznie bezpieczniej jest porównywać seria vs. po modyfikacjach właśnie po krzywych mocy na kołach, a nie po mocy na silniku wyliczonej ze strat. Straty mogą być różnie oszacowane w zależności od ustawień hamowni, temperatury czy przyjętych korekt. Moc na kołach jest natomiast wynikiem siły, z jaką auto „dociska” rolki podczas pomiaru pod obciążeniem.
Jeśli porównujesz dwa różne auta na tej samej hamowni, rezultat w koniach na kołach pozwala ogólnie zorientować się, które z nich ma realnie większy potencjał na drodze, o ile oba testy wykonano w podobnych warunkach (bieg, temperatura, rodzaj opon, ciśnienie w kołach itd.). Gdy dochodzi napęd 4×4, robi się ciekawiej, bo straty w napędzie rosną, ale moc na kołach i tak najlepiej oddaje to, co „wychodzi z samochodu”.
Różnice między FWD, RWD i 4×4 na wykresie mocy na kołach
Sam typ napędu auta ma ogromny wpływ na odczyt mocy na kołach. Dwa samochody, które na silniku mają podobne wartości katalogowe, mogą na kołach pokazać zupełnie inne wyniki przy tym samym stylu pomiaru. Przykładowo:
- auto z napędem na przód (FWD) – ma zwykle najniższe straty w napędzie, więc moc na kołach jest stosunkowo bliska mocy na silniku,
- auto z napędem na tył (RWD) – często nieco więcej elementów w układzie (wał, dłuższy wałek, dyferencjał), więc straty są wyższe,
- auto z napędem 4×4 – dwie osie, sprzęgła haldex/visco lub stały napęd, dodatkowe przekładnie – straty mogą być wyraźnie większe.
Porównując modyfikowany, ciężki samochód 4×4 z lekkim FWD tylko po mocy na silniku wyliczonej przez hamownię, można dojść do błędnych wniosków. W rzeczywistości to właśnie moc na kołach i kształt jej przebiegu decydują, który samochód okaże się szybszy na danym dystansie – o ile trakcja pozwala tę moc skutecznie wykorzystać.
Na wykresie często widać także „falowanie” krzywej przy autach 4×4 z dołączanym napędem. Jeśli system sterowania wielosprzęgłem pracuje agresywnie, w trakcie pomiaru może zmieniać rozkład momentu między osiami, co wpływa na stabilność odczytu. Dlatego przy napędach AWD kluczowe jest spójne przygotowanie auta i ustawień hamowni.
Wpływ przełożenia biegów na wynik mocy na kołach
Hamownia podwoziowa mierzy moment i moc na rolkach przy konkretnym przełożeniu. Test standardowo wykonuje się na biegu, którego przełożenie jest najbliższe 1:1 (w wielu autach to 4. lub 5. bieg). Przy przełożeniu bliskim 1:1 najmniejsze są straty wewnętrzne w skrzyni, a wykres jest najbardziej wiarygodny.
Jeżeli samochód z jakiegoś powodu był mierzony na innym biegu (np. w automacie wymusza się 3. bieg zamiast 4.), wyniki mocy na kołach mogą wyglądać inaczej niż w innym aucie, które badano na właściwym przełożeniu. Nie chodzi o samą wartość maksymalną, ale o kształt krzywej – przy krótszych biegach przyrost obrotów jest szybszy, auto ma mniej czasu na doładowanie, chłodzenie, w rezultacie krzywa mocy może wyglądać bardziej „nerwowo”.
Kiedy analizujesz wykres z hamowni, zwróć uwagę, czy tuner opisał na którym biegu wykonano pomiar. To drobny detal, który mocno wpływa na to, jak interpretować różnice między wykresami przed i po modyfikacji czy między dwoma różnymi autami.

Straty w napędzie – jak czytać i czego się z nich dowiedzieć
Skąd się biorą straty na hamowni podwoziowej
Straty w napędzie to energia, która nie dociera do kół, tylko zamienia się w ciepło w oleju, oponach, łożyskach i przekładniach. Każdy element między wałem korbowym a oponą „zjada” część momentu obrotowego. Mówimy o:
- tarciu w skrzyni biegów (zęby kół, łożyska),
- tarciu w dyferencjale (i ewentualnych dodatkowych przekładniach 4×4),
- oporach uszczelnień, półosi, przegubów,
- deformacji opony (pracuje jak sprężysta guma),
- oporach toczenia rolek hamowni.
Hamownia podwoziowa musi w jakiś sposób wyznaczyć wartość tych strat, żeby na ich podstawie oszacować moc na silniku. Najczęściej robi to poprzez pomiar wybiegowy (po zakończeniu pełnego obciążenia, gdy auto jest na biegu, ale gaz jest odpuszczony) lub korzysta z modelowych założeń. W obu przypadkach straty nie są wartością absolutnie dokładną, a raczej sensownym przybliżeniem.
Z punktu widzenia kierowcy istotne jest, że straty nie są stałym procentem mocy. Często spotykane twierdzenie „napęd 4×4 zabiera 25% mocy” bywa bardzo uproszczone. Straty zależą od obrotów, lepkości oleju, temperatury, rodzaju opony czy nawet ciśnienia w kołach. Przy wysokich prędkościach obrotowych rośnie udział oporów związanych z przerzucaniem oleju i deformacją opony.
Jak hamownia wylicza moc strat – praktyczny przykład
Typowy scenariusz pomiaru na hamowni podwoziowej wygląda tak:
- Auto rozpędza się od niskich do wysokich obrotów na wybranym biegu, pod pełnym obciążeniem hamowni – to faza pomiaru mocy na kołach.
- Na końcu zakresu obrotów kierowca odpuszcza gaz, ale bieg pozostaje włączony – auto hamuje silnikiem, a rolki powoli zwalniają.
- Hamownia mierzy, jak szybko spada prędkość rolek i na tej podstawie wylicza, jaka siła (czyli jaki moment) przeciwstawia się ich obrotowi – to właśnie straty.
W efekcie otrzymujesz na wykresie dodatkową krzywą strat w funkcji obrotów silnika. Dodając ją punkt po punkcie do mocy na kołach, program oblicza moc na silniku (czasem także przeliczoną według normy na warunki odniesienia). Cała sztuka polega na tym, by faza wybiegu była wykonana poprawnie – bez wciskania sprzęgła, bez hamowania nożnego, z takim samym biegiem i ciśnieniem na rolkach, jak w fazie obciążenia.
Jeżeli widzisz wykres, na którym linia strat jest podejrzanie gładka i wygląda bardziej jak sztuczna funkcja niż wynik pomiaru, warto zapytać, czy hamownia pracuje w trybie modelowym (wg z góry przyjętego wzoru), czy straty są faktycznie mierzone wybiegowo. W praktyce porównywanie strat między różnymi hamowniami niewiele mówi – lepiej patrzeć na nie w obrębie tej samej hamowni i tych samych warunków.
Zmiany w napędzie a kształt i wielkość strat
Zmieniając elementy układu przeniesienia napędu, wpływasz na wielkość strat odczytywanych przez hamownię. Kilka przykładów z praktyki:
- wymiana opon na szersze, z bardziej miękką mieszanką – zwykle podnosi straty, bo guma bardziej się ugina i nagrzewa,
- zmiana oleju w skrzyni/dyfrze na rzadszy (o niższej lepkości) – może nieco obniżyć straty, zwłaszcza na zimnym,
- wymiana sprzęgła na mocniejsze z twardszą tarczą – może delikatnie zmienić obraz strat przy obciążeniu i na wybiegu,
- montaż szpery (LSD) – w zależności od typu (płytkowa, wiskotyczna, helical) może zwiększyć straty, szczególnie przy wyższych obciążeniach.
Jak interpretować wysokie straty po modyfikacjach
Zdarza się, że po modyfikacji silnika moc na kołach rośnie zgodnie z oczekiwaniami, ale jednocześnie na wykresie pojawia się wyraźny skok strat. Pierwszy odruch to panika, że „coś jest nie tak z napędem”, ale przy interpretacji takich zmian trzeba uwzględnić kilka czynników.
Po pierwsze – jeśli auto generuje istotnie większy moment i moc, w trakcie pomiaru mocniej dociska opony do rolek. Rośnie ugięcie gumy, rośnie temperatura, a wraz z nią opory. Na wykresie widać to jako wyższe straty w górnym zakresie obrotów, często z lekkim „wybrzuszeniem” krzywej. To normalne zjawisko przy mocno podniesionej mocy, szczególnie na miękkiej oponie drogowej.
Po drugie – mocniejszy silnik częściej oznacza inną charakterystykę momentu. Jeśli po strojeniu moment w średnim zakresie obrotów skoczył bardzo agresywnie, napęd dostaje większy „strzał” już na początku pomiaru. W efekcie olej w skrzyni, dyferencjale i łożyskach szybciej się nagrzewa, a w fazie wybiegu hamownia odczyta wyższe straty niż przy spokojnym, seryjnym przebiegu.
Niepokojący sygnał to dopiero sytuacja, gdy:
- straty rosną skokowo między kolejnymi pomiarami wykonanymi w bardzo krótkim odstępie czasu,
- krzywa strat ma ostre „zęby” lub załamania w konkretnym zakresie obrotów,
- wraz z rosnącymi stratami pojawiają się objawy mechaniczne – hałas, wibracje, szarpanie.
W takim scenariuszu wykres bywa pierwszą wskazówką, że coś dzieje się np. z łożyskiem, przegubem czy sprzęgłem. Doświadczony operator hamowni od razu dopyta o objawy podczas jazdy i, jeśli trzeba, przerwie dalsze katowanie auta na rolkach.
Powtarzalność pomiarów – fundament rzetelnych wykresów
Dlaczego jeden pomiar to za mało
Pojedynczy przejazd na hamowni pokazuje tylko wycinek sytuacji – konkretny stan temperatury, ciśnienia doładowania, przyczepności opon, momentu zmiany biegów. Nawet w idealnych warunkach małe różnice między kolejnymi pomiarami są nieuniknione. Z tego powodu rzetelna sesja pomiarowa opiera się na serii kilku zbliżonych przejazdów.
Praktyczny standard to minimum 2–3 pomiary na tym samym setupie. Jeśli wszystkie mieszczą się w wąskim przedziale (np. różnica mocy na kołach to kilka koni), można uznać, że wynik jest stabilny. Gdy różnice są wyraźne, wykres wymaga chłodnej analizy zamiast entuzjastycznego wpatrywania się w jeden „najlepszy” przejazd.
W realnej pracy często widać auta, które na pierwszym przejeździe osiągają najwyższą moc, a potem z każdym kolejnym wyniki spadają. W innym przypadku pierwszy pomiar jest wyraźnie słabszy, bo silnik i napęd są jeszcze niedogrzane, a dopiero kolejne przejazdy pokazują ich faktyczny potencjał. Sam wykres nie odpowie, która z opcji jest prawidłowa, jeśli nie wiadomo, jak wyglądała procedura pomiarowa.
Co wpływa na powtarzalność wyniku
Żeby odczyty z hamowni były porównywalne między sobą, trzeba utrzymać kontrolowane warunki. W praktyce duże znaczenie mają:
- temperatura powietrza zasysanego – różnice rzędu kilkunastu stopni potrafią zmienić ciśnienie doładowania oraz podatność na spalanie stukowe,
- temperatura płynu chłodniczego i oleju – przegrzany silnik może „odjąć” zapłonem lub ciśnieniem doładowania, ale zbyt zimny też nie pracuje optymalnie,
- temperatura napędu (skrzynia, dyferencjały) – wpływa na lepkość oleju, a przez to na straty i powtarzalność odczytu wybiegu,
- ciśnienie i rodzaj opon – inne ciśnienie to inny obrys i ugięcie gumy na rolkach, co zmienia zarówno przyczepność, jak i opory,
- czas przerw między przejazdami – zbyt krótkie przerwy kumulują temperaturę, zbyt długie powodują losowe różnice przy braku ustalonego reżimu.
Dodatkowo w turbo-benzynach i turbodieslach ogromne znaczenie ma chłodzenie powietrza doładowującego. Przy słabym nadmuchu na intercooler lub przy wielu szybkich próbach temperatura IAT rośnie, sterownik ogranicza zapłon/boost i wykres zaczyna „płynąć”. To częsty powód, dla którego auto w pierwszym pomiarze jest „królem hamowni”, a w trzecim wygląda przeciętnie.
Jak rozpoznać stabilny wykres z serii pomiarów
Najprościej, gdy tuner udostępnia kilka przejazdów na jednym wykresie. Wtedy gołym okiem widać, czy krzywe mocy na kołach „kładą się” jedna na drugiej, czy każdy przejazd rysuje się inaczej. Stabilny setup charakteryzuje się tym, że:
- maksymalna moc i moment wypadają w podobnym zakresie obrotów,
- różnice szczytowe (peak) są małe, ale też przebieg całej krzywej jest bardzo zbliżony,
- nie widać pojedynczych „strzałów” mocy, które pojawiają się tylko w jednym przejeździe.
Jeśli tuner pokazuje tylko jeden, wycięty z serii wykres z najwyższym wynikiem, a pozostałych nie chce pokazać, rodzi się naturalne pytanie o powtarzalność. Zdarza się, że „rekordowy” wynik pochodzi z przejazdu z lekkim uślizgiem opon, chwilowym przeładowaniem czy błędem odczytu – na drodze taki stan nie będzie powtarzalny.
Powtarzalność na hamowni a zachowanie auta na drodze
Auto, które na hamowni potrafi trzy razy z rzędu wygenerować zbliżony przebieg mocy na kołach, zwykle zachowuje się przewidywalnie także w realnej jeździe. Kierowca ma poczucie, że auto „ciągnie tak samo” przy każdym wciśnięciu gazu, niezależnie od tego, czy to pierwszy sprint po odpaleniu, czy kolejne mocne przyspieszenie.
W przeciwieństwie do tego samochód, który w warunkach stanowiskowych daje mocno rozbiegane wyniki, często na drodze zdradza się wahaniem osiągów – raz jedzie znakomicie, innym razem ospale, mimo że na zegarach widać podobne obroty i bieg. Często winny jest układ dolotowy, zbyt gorący intercooler, niewydajne chłodzenie czy zbyt agresywne korekty zapłonu. Wtedy wykres z serii pomiarów staje się narzędziem diagnostycznym, a nie tylko „metryczką” mocy.

Jak analizować kształt krzywej mocy i momentu
Szczyt mocy to nie wszystko
Na kolorowym wydruku uwagę przyciąga przede wszystkim jedna liczba – maksymalna moc. Tymczasem o subiektywnym odczuciu „jak to jedzie” znacznie bardziej decyduje przebieg krzywej momentu i mocy na kołach. Dwa auta o zbliżonej wartości szczytowej mogą jechać zupełnie inaczej, jeśli jedno ma szeroki „stół” momentu, a drugie wąski pik w górnej części obrotów.
Podczas analizy wykresu zwróć uwagę:
- jak szybko rośnie moment od niskich obrotów – czy auto budzi się wcześnie, czy dopiero wysoko,
- czy moment utrzymuje się dość płasko w średnim zakresie, czy spada gwałtownie,
- czy moc nadal rośnie, gdy zbliżasz się do odcinki, czy już dawno przestała i tylko „dobijasz” obroty.
Strojone auto do codziennej jazdy często celowo nie goni maksymalnej mocy przy samym końcu obrotów, za to ma za zadanie dawać mocny, szeroki zakres użytecznego momentu. Wykres wygląda wtedy mniej efektownie liczbowo, ale w praktyce samochód jest wyraźnie przyjemniejszy i szybszy w typowych sytuacjach drogowych.
Relacja między momentem a mocą na kołach
Moc i moment na wykresie są ze sobą ściśle powiązane – program hamowni nie mierzy mocy bezpośrednio, tylko przelicza ją z momentu przy danej prędkości obrotowej. To dlatego moment ma zwykle bardziej „naturalny” przebieg, a moc jest jego pochodną.
Dobrze wystrojone auto ma:
- moment narastający płynnie, bez gwałtownych załamań w średnim zakresie,
- łagodny spadek momentu po szczycie, a nie pionową ścianę,
- przyrost mocy, który nie zatrzymuje się nagle, tylko stopniowo wyhamowuje przed odcięciem.
Gwałtowne „zęby” na wykresie momentu mogą oznaczać problemy z dostarczaniem paliwa, przeładowania turbiny, interwencje limitera momentu w sterowniku lub poślizg sprzęgła. Wtedy sama liczba szczytowej mocy przestaje mieć znaczenie – ważniejsze jest znalezienie przyczyny zakłóceń.
Interpretacja spadku mocy przy wysokich obrotach
Na większości wykresów moc w górnym zakresie obrotów przestaje rosnąć lub zaczyna spadać. To całkowicie normalne – ograniczeniem jest przepływ głowicy, możliwości turbo, układ wydechowy oraz bezpieczeństwo termiczne. Kluczowe pytanie brzmi, jak stromy jest ten spadek.
Przykładowo – jeśli moc osiąga maksimum na 5500 rpm i do 6500 rpm spada bardzo delikatnie, opłaca się „kręcić” silnik wyżej przed zmianą biegu. Jeśli jednak między 5500 a 6500 rpm moc na kołach spada wyraźnie, wcześniejsza zmiana biegu przyniesie lepsze przyspieszenie, nawet jeśli subiektywnie wyższe obroty brzmią lepiej.
W samochodach po modyfikacjach czasem można spotkać wykres, na którym moc załamuje się wręcz gwałtownie przed odcinką. To sygnał, że albo turbo jest mocno „wydmuchane” (kończy się wydajność), albo sterownik mocno ogranicza zapłon/paliwo ze względu na temperaturę czy spalanie stukowe. W takim przypadku pogoń za kolejnymi obrotami nie tylko nie daje zysku, ale może też skracać żywotność jednostki.
Porównywanie wykresów: seria vs. po modyfikacjach
Jak uczciwie zestawiać dwa pomiary
Najbardziej miarodajne porównanie to takie, w którym oba wykresy pochodzą z tej samej hamowni, wykonano je na tym samym biegu, z tym samym ciśnieniem w oponach, przy zbliżonej temperaturze otoczenia i silnika. W praktyce oznacza to zazwyczaj pomiar „przed” i „po” w ramach jednej wizyty albo przynajmniej w tej samej pracowni z zachowaniem procedury.
Gdy porównujesz wykresy z różnych miejsc, łatwo wpaść w pułapkę:
- inna metoda liczenia strat (wybieg vs. model),
- odmienna konfiguracja rolek i obciążenia,
- odmienny sposób logowania obrotów (z OBD, z czujnika indukcyjnego, z przeliczenia prędkości rolki).
W takich sytuacjach moc na kołach nadal bywa najlepszym punktem odniesienia, ale i ona może się różnić z powodu innych opon, innego rozgrzania napędu czy sposobu spinania auta do rolek. Dlatego przy porównaniach między różnymi hamowniami lepiej traktować wyniki orientacyjnie niż jako precyzyjny werdykt.
Na co patrzeć oprócz samego przyrostu
Różnica między wykresem seryjnym a po strojeniu nie sprowadza się do samego „+X KM”. Analizując oba przebiegi, zwróć uwagę:
- czy przyrost mocy na kołach jest równomierny w szerokim zakresie obrotów, czy tylko w wąskim fragmencie,
- jak zmieniła się charakterystyka momentu – czy auto nie stało się zbyt brutalne w dolnym zakresie, utrudniając trakcję,
- czy nie pojawiły się nowe załamania, „dziury” lub nierówności, których wcześniej nie było.
Dobrze zestrojony projekt często ma tylko nieco większy szczyt mocy, za to mocno zyskuje na średnim zakresie obrotów. W codziennej jeździe oznacza to zdecydowanie przyjemniejsze przyspieszanie bez konieczności „kręcenia po czerwone”. Na wykresie widać to jako odsunięcie całej krzywej mocy na kołach w górę, nie tylko pojedynczy wyższy pik.
Kiedy przyrost na wykresie wygląda podejrzanie
Czerwona lampka powinna zapalić się, gdy wykres „po” wygląda zbyt idealnie w stosunku do „przed” – np. krzywe mocy i momentu są identycznie gładkie, tylko przesunięte równolegle w górę o dużą wartość, a straty pozostają niemal niezmienione mimo wyraźnie większego obciążenia napędu.
Nie oznacza to od razu złej woli tunera, ale warto dopytać o:
- metodę przeliczania strat (czy coś nie zmieniło się między pomiarami),
- temperatura powietrza – gorące lato, słaba wentylacja hamowni i wielokrotne przejazdy z rzędu potrafią zjeść kilkanaście procent mocy na kołach,
- temperatura cieczy i oleju – pierwszy „zimniejszy” przejazd bywa najlepszy, kolejne, na przegrzanym układzie, już wyraźnie słabsze,
- przepływ powietrza przed autem – słaby nadmuch na wlocie, mała prędkość powietrza na chłodnicach, nagrzany intercooler – to wszystko odbija się prosto na krzywej momentu w średnim i górnym zakresie.
- rodzaj i szerokość opony – miękka, szeroka semi-slick lepiej „klei” się do rolki, co ogranicza poślizg, ale jednocześnie zwiększa straty,
- ciśnienie w oponach – zbyt niskie powoduje nadmierne ugięcie i grzanie gumy, zbyt wysokie sprzyja uślizgom,
- napięcie pasów – za luźno spięte auto może „podskakiwać” na rolce przy wyższej mocy, co generuje nieregularne „zęby” na wykresie.
- auto FWD z manualem – stosunkowo prosta ścieżka przeniesienia momentu, umiarkowane straty,
- mocne AWD z automatem – więcej elementów ruchomych, konwerter momentu, dodatkowe dyferencjały – straty na napędzie naturalnie są większe.
- jeżeli na hamowni widać wyraźny przyrost mocy w średnim zakresie, a czas 100–200 km/h faktycznie się skrócił – wykres „pokrywa się” z rzeczywistością,
- jeżeli auto na wydruku wygląda znacznie mocniej, a na drodze nie widać zysku – trzeba szukać przyczyny w warunkach pomiaru, nadmiernym poślizgu na rolkach albo zbyt optymistycznym modelu strat.
- sprawdź, przy jakich obrotach moc na kołach przestaje rosnąć i zaczyna wyraźnie spadać,
- policz – lub poproś tunera o pomoc – w jakim zakresie obrotów lądujesz po zmianie biegu przy typowych prędkościach,
- tak dobierz moment zmiany, by po włączeniu wyższego biegu silnik znów pracował w obszarze wysokiej mocy, a nie dużo poniżej „mięsistego” zakresu.
- różnica kilku–kilkunastu KM przy podobnym przebiegu krzywej mocy na kołach rzadko jest odczuwalna na drodze,
- za to zmiana kształtu momentu w średnim zakresie bywa wyczuwalna od razu – auto reaguje chętniej, choć na górze niekoniecznie ma więcej „koni”.
- ściśnięta skala momentu sprawia, że każdy drobny „ząbek” wygląda dramatycznie,
- szeroka skala potrafi wygładzić nawet spore załamania, które w jeździe będą już dobrze wyczuwalne.
- nagłe „dziury” w średnim zakresie, powtarzające się w tych samych obrotach – często wiążą się z problemem paliwowym, zapłonem lub pracą turbo,
- nieregularne, krótkie spadki momentu przy stałym przyroście prędkości – mogą sugerować poślizg sprzęgła lub interwencje systemów ochronnych w sterowniku,
- znacznie niższa moc na kołach niż seryjna przy prawidłowych parametrach pogodowych – bywa efektem mechanicznego zużycia silnika, zapchanego dolotu lub wydechu.
- w jakich warunkach robiono pomiar (temperatura, liczba przejazdów, sposób chłodzenia),
- jak wygląda powtarzalność – czy są wykresy z kilku prób i jak się różnią,
- dlaczego tuner zakończył przyrost mocy w danym miejscu – czy ograniczała go mechanika, turbo, paliwo czy cele bezpieczeństwa.
- agresywne budowanie momentu na dole, kosztem trakcji i obciążenia napędu,
- bardziej liniowe oddawanie mocy, z łagodniejszym narastaniem momentu i lepszą przyczepnością.
- Hamownia podwoziowa bezpośrednio mierzy wyłącznie moc na kołach, a moc na silniku jest wartością obliczoną z uwzględnieniem strat w układzie napędowym.
- Na wykresie z hamowni należy zawsze rozróżniać: moc na kołach, moc strat oraz moc na silniku; brak jasnego opisu (whp vs. „po stratach”) utrudnia rzetelne porównania.
- Porównując z danymi katalogowymi producenta, sens ma odniesienie do mocy na silniku, ale w praktyce tuningu bardziej miarodajna bywa moc na kołach, bo odpowiada za realne przyspieszenie.
- Podstawowa relacja między momentem a mocą (KM = Nm × rpm / 7023) sprawia, że maksymalny moment pojawia się zazwyczaj przy niższych obrotach niż maksymalna moc, co widać na kształcie obu krzywych.
- Moc na kołach jest najlepszą bazą do porównywania serii z wersją po modyfikacjach, ponieważ nie zależy od przyjętego sposobu szacowania strat i korekt w oprogramowaniu hamowni.
- Rodzaj napędu (FWD, RWD, 4×4) silnie wpływa na straty i wynik na kołach: FWD ma zwykle najmniejsze straty, RWD większe, a 4×4 największe, dlatego proste porównywanie „mocy na silniku” między różnymi napędami może wprowadzać w błąd.
- O realnej szybkości auta decyduje przede wszystkim moc na kołach i przebieg jej krzywej (oraz trakcja), a nie sama wyliczona wartość mocy na wale.
Znaczenie warunków pomiaru i chłodzenia
Ten sam samochód potrafi „zrobić” wyraźnie inne wyniki tylko dlatego, że zmieniły się warunki pomiaru. Przy interpretacji wykresu dobrze jest mieć świadomość, w jakim otoczeniu powstał:
Na wydruku często pojawia się tylko lakoniczna informacja o temperaturze otoczenia. Samo to niewiele mówi, jeśli nie wiadomo, jak pracowały wentylatory i czy auto nie było „katowane” seriami pomiarów bez przerwy. Dlatego wykresy z sesji, podczas której zadbano o schłodzenie dolotu, przerwy między przejazdami i kontrolę temperatur, są z reguły znacznie bardziej miarodajne.
Przy seryjnym aucie, z fabrycznym układem chłodzenia, delikatne różnice zwykle nie są problemem. Przy mocno podniesionej mocy nawet kilka stopni wyższa temperatura w dolocie potrafi wywołać korekty zapłonu i spadek momentu widoczny jak na dłoni. Wtedy z pozoru „słabszy” wykres w gorący dzień wcale nie oznacza gorszego strojenia – pokazuje po prostu realistyczne warunki użytkowania.
Wpływ ogumienia i sposobu zamocowania auta
Hamownia bębnowa nie mierzy mocy „w próżni” – pomiar odbywa się przez kontakt opony z rolką. To, co dzieje się w tym styku, ma kluczowe znaczenie dla rzetelności wykresu:
Nie zawsze da się te parametry ujednolicić przy porównaniu wykresu z dwóch różnych hamowni. Sam fakt, że w jednym miejscu auto stało na zimowych oponach o miękkiej mieszance, a w innym na twardych letnich, może już częściowo tłumaczyć rozjazdy w mocy na kołach.
Przy powtarzaniu pomiaru po czasie dobrze jest odtworzyć konfigurację jak najwierniej: ten sam komplet kół, podobne ciśnienie, podobne obciążenie auta (paliwo, graty w bagażniku). Wtedy łatwiej ocenić, czy modyfikacje przyniosły realny zysk, czy zmieniły się tylko warunki na stanowisku.
Charakterystyka napędu a odczyt strat
W samochodach z różnymi typami napędu ten sam wynik mocy na kołach nie oznacza identycznej mocy na silniku. Wynika to z odmiennych strat w przekładniach, dyferencjałach, sprzęgłach łupkowych czy wiskotycznych.
Przykładowo, porównując:
Dlatego dwóch znajomych, porównujących wydruki „na silniku”, może dojść do błędnych wniosków, jeśli hamownia zastosowała identyczny model procentowy strat do zupełnie różnych konstrukcji. W praktyce znacznie sensowniej jest skonfrontować wykresy mocy na kołach i zestawić je z realnymi przyspieszeniami (np. czasem 100–200 km/h), niż ślepo wierzyć przeliczonej mocy na wale.
Widać to szczególnie przy modyfikacjach mocnych aut z napędem 4×4. Drobna zmiana w oponach lub oleju w przekładniach potrafi nieco „przesunąć” straty, a tym samym wynik „na silniku”, mimo że auto na drodze nie jedzie zauważalnie inaczej. Zbyt dosłowna interpretacja strat z hamowni potrafi wtedy wprowadzić więcej zamieszania niż pożytku.

Jak łączyć wykres z hamowni z pomiarami drogowych osiągów
Wykres a czasy przyspieszeń
Sam wykres mocy na kołach jest tylko jednym z narzędzi. Drugi, równie użyteczny punkt odniesienia to realne osiągi mierzone na drodze: czasy 0–100 km/h, 100–200 km/h, przyspieszenia na wybranym biegu. Połączenie tych dwóch źródeł daje znacznie pełniejszy obraz.
Przykładowe zależności są dość czytelne:
Obecnie wystarczy prosty rejestrator GPS lub aplikacja logująca prędkość i czasy przyspieszeń, aby skonfrontować papier z asfaltem. Powtarzalne, powtarzane kilkukrotnie pomiary drogowe często lepiej oddają realną „szybkość” auta niż sama liczba koni na wydruku.
Dobór biegów w jeździe drogowej na podstawie wykresu
Kształt krzywej mocy na kołach podpowiada także, jak najlepiej zmieniać biegi, żeby wykorzystać potencjał samochodu. Chodzi o to, by po zmianie przełożenia wypadać w takim punkcie obrotów, gdzie na kolejnym biegu nadal jest wysoka moc.
Praktyczne podejście jest proste:
Przy mocnych turbobenzynach oznacza to często, że opłaca się przeciągnąć zmianę biegu nieco wyżej, niż podpowiada „na ucho” intuicja. W dieslu z wąskim plateau momentu z kolei lepszą strategią będzie szybsza zmiana, żeby nie wchodzić w obszar, gdzie moc na kołach już się wyraźnie kruszy.
Typowe błędy przy interpretacji wykresów z hamowni
Skupianie się wyłącznie na liczbie KM
Najczęstsze nieporozumienie to traktowanie wydruku jak tabelki z jednym, magicznym wynikiem. Tymczasem:
Dlatego wszelkie „wojny na liczby” w internecie, w oderwaniu od wykresu mocy na kołach i realnych osiągów, zwykle prowadzą donikąd. Różne hamownie i różne warunki potrafią wygenerować rozbieżności większe niż różnice między dwoma uczciwie zestrojonymi samochodami.
Ignorowanie skali wykresu i jednostek
Programy hamowni pozwalają dowolnie dobierać skalę pionową i poziomą. To, jak „stromo” lub „płasko” wygląda krzywa mocy na kołach, zależy często od zakresu osi:
Podobnie z jednostkami – mieszanie Nm i lb-ft, KM i kW, bez świadomości przelicznika, prowadzi do kuriozalnych porównań. Warto upewnić się, w czym tak naprawdę podana jest moc oraz czy na wykresie nie pokazano jednocześnie kilku różnych skali (np. mocy, momentu i AFR) na osobnych osiach z boku.
Niedostrzeganie objawów problemów mechanicznych
Wykres, który odstaje od typowego, bywa pierwszym sygnałem, że z autem coś się dzieje. Charakterystyczne objawy to m.in.:
Przykład z praktyki: mocne auto benzynowe, seryjnie znane z równej, gładkiej krzywej momentu, na hamowni zaczyna rysować poszarpany wykres między 3500 a 4500 rpm. Po kilku logach okazuje się, że pompa wysokiego ciśnienia paliwa nie wyrabia przy zwiększonym doładowaniu. Wykres nie jest więc tylko „metryczką”, ale także precyzyjnym diagramem objawów.
Jak rozmawiać z tunerem o wynikach z hamowni
Jakie pytania zadać przy odbiorze auta
Odbierając samochód po strojeniu, dobrze jest przejść z tunerem przez wykres krok po kroku. Zamiast pytać wyłącznie „ile wyszło”, lepiej dopytać o kilka konkretów:
Rozsądny warsztat nie będzie miał problemu z pokazaniem serii przejazdów i wyjaśnieniem, skąd wzięły się konkretne wartości. Sam wykres mocy na kołach to tylko punkt wyjścia do rozmowy o tym, jak auto ma być użytkowane: czy priorytetem jest komfortowa jazda codzienna, czy maksymalny wynik „na czas”, czy może trwałość komponentów.
Ustalanie oczekiwań przed modyfikacjami
Jeszcze przed wjechaniem auta na rolki warto doprecyzować, jakiego charakteru pracy silnika oczekujesz. Te same komponenty osprzętu można wystroić na różne sposoby:
Te wybory widać później jak na dłoni na wykresie mocy na kołach. Jeżeli zależy ci na długich trasach i trwałości, tuner może celowo „odpuścić” kilka procent mocy w szczycie, aby zachować większy margines bezpieczeństwa termicznego. Przy projekcie torowym priorytet może być inny, a akceptowalny zakres kompromisów – znacznie szerszy.
Świadome podejście do wykresu z hamowni zaczyna się więc nie od oglądania kolorowych linii, lecz od ustalenia, co tak naprawdę ma z nich wynikać w codziennym użytkowaniu samochodu.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Co właściwie pokazuje wykres z hamowni podwoziowej?
Typowy wykres z hamowni podwoziowej pokazuje zależność mocy i momentu obrotowego od obrotów silnika. Na osi poziomej najczęściej są obroty (rpm), a na osi pionowej moc (KM lub kW) i/lub moment (Nm).
Dodatkowo mogą pojawić się linie mocy na kołach, mocy na silniku (po stratach), strat w napędzie, a także wykresy AFR, ciśnienia doładowania czy temperatur. Kluczowe jest odczytanie legendy – dopiero wtedy wiadomo, która linia oznacza moc na kołach, a która tę „po stratach”, przeliczoną na wał silnika.
Czym się różni moc na kołach od mocy na silniku na wykresie z hamowni?
Moc na kołach (Pwheel, whp) to jedyna wartość mierzona bezpośrednio na hamowni podwoziowej – pokazuje, ile energii faktycznie dociera do opon i napędza rolki. Moc na silniku (Pengine, crank power) jest natomiast wynikiem obliczeń: to suma mocy na kołach i oszacowanych strat w napędzie.
Producenci podają w katalogach moc na silniku zmierzoną na hamowni silnikowej. Dlatego do porównań z danymi katalogowymi używa się właśnie mocy na silniku z wykresu, ale w tuningu i realnej jeździe bardziej miarodajna jest moc na kołach, bo to ona decyduje o tym, jak auto przyspiesza na drodze.
Jak odczytać, czy na wykresie jest moc na kołach czy moc po stratach?
Należy sprawdzić oznaczenia w legendzie wykresu. Moc na kołach bywa opisana jako Pwheel, Pwhp, „wheel power” lub podobnie, natomiast moc na silniku jako Pengine, crank power, Pnorm, „engine power” itp.
Jeżeli na wykresie jest tylko jedna linia mocy i nie ma jasnego opisu, trzeba dopytać wykonującego pomiar. Bez tej informacji porównywanie wyników między różnymi autami, hamowniami czy modyfikacjami jest obarczone dużym błędem, bo nie wiadomo, czy patrzymy na wartości zmierzone, czy wyliczone po stratach.
Dlaczego na hamowni ważniejsza jest powtarzalność niż sam wynik mocy?
Hamownia podwoziowa nie mierzy bezpośrednio mocy na wale, tylko przelicza ją z mocy na kołach i strat. Na końcowy wynik wpływają warunki pomiaru: temperatura, ciśnienie, ustawione korekty, typ biegu, stan opon, napęd (FWD, RWD, 4×4).
Dlatego kluczowe jest, by pomiary serii i po modyfikacjach były wykonane w możliwie identycznych warunkach i na tym samym biegu. Powtarzalne, zbliżone wykresy są ważniejsze niż „rekordowy” jednorazowy pomiar, bo dopiero wtedy widać realny przyrost mocy i momentu, który kierowca poczuje na drodze.
Jak napęd FWD, RWD i 4×4 wpływa na moc na kołach na wykresie?
Różne typy napędu mają różne straty. FWD zwykle notuje najmniejsze straty, dlatego moc na kołach jest najbliższa mocy na silniku. W RWD pojawiają się dodatkowe elementy (wał, dyferencjał), więc typowo straty są większe, a moc na kołach niższa przy tej samej mocy katalogowej.
Napęd 4×4 ma najwięcej elementów pośrednich (dodatkowe przekładnie, sprzęgła, wały), co przekłada się na wyraźnie większe straty. Na wykresach aut AWD można też zauważyć „falowanie” krzywej, gdy system dołączania napędu zmienia rozkład momentu między osiami w trakcie pomiaru.
Na którym biegu powinno się robić pomiar na hamowni podwoziowej?
Standardowo pomiar wykonuje się na biegu o przełożeniu możliwie zbliżonym do 1:1 (często 4. albo 5. bieg). Przy takim przełożeniu wewnętrzne straty w skrzyni są najmniejsze, a wykres mocy i momentu jest najbardziej wiarygodny.
Jeśli pomiar zrobiono na innym, „krótszym” biegu (np. 3.), krzywa mocy może wyglądać inaczej: silnik szybciej wchodzi na obroty, ma mniej czasu na zbudowanie doładowania i stabilizację temperatur. Porównując wykresy, zawsze warto sprawdzić, na którym biegu je wykonano.
Skąd biorą się straty w napędzie widoczne na wykresie z hamowni?
Straty w napędzie to energia tracona na drodze od wału korbowego do opon. Powstają m.in. na tarciu w skrzyni biegów, dyferencjale, łożyskach, przegubach, na odkształceniu opon oraz w wyniku oporów toczenia rolek hamowni.
Hamownia podwoziowa najpierw mierzy moc na kołach pod obciążeniem, a następnie w osobnym etapie (wybiegu) lub na podstawie algorytmów szacuje straty. Na tej podstawie obliczana jest moc na silniku – dlatego sposób pomiaru i przyjęte założenia mają duży wpływ na końcowy wynik „po stratach”.






